Karawaning… jak to się zaczęło

tak. dzisiaj miałam ten dzień wolny. jednak w pracy zmienili nam godziny pracy. co drugi dzień po 8 godzin, abyśmy wyrobili po 0.5 etatu. i wracając do dzisiejszego dnia wolnego…

dziś, jak i wczoraj notka powstaje w końcu na komputerze, a nie na telefonie. sukces ! Dziś o tym jak to kemping wszedł w nasze posiadanie 🙂

Do zeszłorocznego lata urlopy się odbywały pod namiotem. tak zostałam wychowana, od małego jeździłam na kempingi i dla mnie zbrodnią byłoby spędzanie urlopu w hotelu ! niedość, że cały czas człowiek przebywa murach, a to w mieszkaniu (tak, od października już na wsi, ale nadal mury), a to w pracy, to jeszcze mam się podczas urlopu zamykać ?! dlatego cieszę się, że rodzice zaszczepili we mnie tą formę turystyki. lecz moi rodzice ze względów, nazwijmy to technicznych, niemogą wyjść poza namiot, to ja poszłam dalej. kupiłam z Moją M. przyczepę ! jest to stary dobry sprawdzony Polski Niewiadów N126E.

Przyczepę zakupiłyśmy w pod koniec czerwca 2019 r. O ile było przebierań i wybierań wśród ogłoszeń na olx. a bo ta niema papierów, a ta to samobieżny wsad do hasioka, a tamta ma problem z papierami, a tamta 500 km od nas i tak dalej i tak dalej…. aż w końcu się trafiła. jakieś niecałe 100 km od nas, stan zadowalający, cena też dobra i na nasz fundusz. pojechałyśmy obejrzeć. pierwsze oględziny na plus. jest cała, na chodzie, rama ocynk, 1991 rok, (mój rocznik 😛 ), papiery są, nawet i nowy twardy dowód. rozmawiamy ze sprzedającym – jak chcemy to nawet i tego tysiaka w dół puści, bo niema miejsca na placu, a nowe czekają. coś mnie tknęło, w drodze na oględziny, dzwonię do jednego gościa, po ile i ile trzeba czekać na hak do mojego Peżu. także po wyjeździe z wsi, ale uwierzcie że to taka naprawdę wieś prawie zabita dechami 😀 rozmawiamy co i jaka decyzję podejmujemy. Prawdopodobnie bierzemy. Jeszcze rozmowa z moim kolegą, który wtedy był bardziej niż ja, doświadczony jeżeli chodzi o Niewiadowy, czy warto – Damian mówi, szczerze to bierz ! taka cena, to jest bardzo dobra na start. nawet jak coś wyjdzie, to jest zapas gotówki na ewentualne niespodzianki.

Na następny dzień dzwonię do goscia, że biorę ! tylko mówię, że na montaż haka, muszę tydzień czekać i przyjadę zapłace, ale odbiorę za kilka dni. Pojechałyśmy, zapłaciłyśmy. Za tydzień jadę do starostwa zarejestrować nasz wynalazek, odebrać auto z hakiem i heja po kemping! M. ze mną nie pojechała, bo akurat wyszła jej praca w tym dniu…. odebrałam cepkę, zapinam pod auto i jadę… wiecie co ? to była moja pierwsza podróż z jakąkolwiek przyczepą na haku. i tutaj…brak doświadczenia wyszedł, bo niemiałam dodatkowych lusterek. przyczepa szersza niż auto i tylko na zakrętach widziałam czy coś za mną jedzie 😉 po nastu kilometrach patrzę, a tu mam sznur za sobą. więc najbliższy przystanek i przepuszczam całą kawalkadę aut. I tak powstało pierwsze zdjęcie naszego zestawu 🙂

I powiem Wam, patrząc nawet teraz na to zdjęcie, stwierdzam, że to kolejna dobra decyzja 🙂 jest pięknie i jest… wolność !!!

Kończąc – dojechalam do domu, radość była ogromna, ale i jakiś mały stres też zszedł ze mnie 😉 PS… plecy mokre 😛

A czemu Niewiadów ? Bo lubimy to co Polskie ! Bo jest nasze ! bo jest retro i takie.. PRL’owskie !

I tak spod namiotu, przeszłyśmy level wyżej do przyczepy 🙂

Na dziś koniec. W następnym poście opowiem Wam jak wygląda remont takiej przyczepy, a raczej zaadaptowanie jej pod siebie i swoje potrzeby. Może nawet zrobię z tego osoby cykl – Niewiadówką po Polsce. A co !

Pozdrawiam cieplutko 🙂

Zwykły wpis

„Nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi…chuj”

Dziś o 17, dowiedziałam się, że pracuje co drugi dzień po 6 godzin… znaczy wiem, że sytuacja jest jaka jest….ale jakoś mi dziwnie. 6 godzin co dwa dni, czyli 3 godziny na dzień, czyli nawet nie pół etatu. raczej niema się co spodziewać postojowego, bo to firma prywatna i jeśli nie będzie otwarta, to… nie będzie w ogóle zarobku. i tak źle i tak nie dobrze. dziś też szefowie podjęli decyzję o montażu pleksi w biurze, która oddzieli nas sprzedawców od klientów. trochę chyba, późno, ale nie mnie oceniać. świeć Panie, że mam własny płyn do dezynfekcji.

Liczba zakażonych wzrasta, już prawie 850 osób, idąc za portalem wp.pl. W mojej okolicy podobno 6 osób na kwarantannie. Ale info podawane pocztą pantoflową, więc nie wiem czy w to wierzyć. Jeśli to prawda, to krąg się zawęża.

Szczerze…nadmiar siedzenia w domu wyjdzie mi na dobre. Zrobię to na co niemiałam czasu i to co myślałam, że będę musiała przełożyć na czerwiec. także, w całej tej sytuacji są plusy. i tego mam się zamiar trzymać. nie wariować i iść do przodu.

A w tytule macie refren jednego z moich ulubionych wykonawców czyli Zespół Reprezentacyjny – Król. Bo obecnie na tronie siedzi król. Król chuj…w koronie.

PS. półki w sklepach już pełne. Nawet i papier toaletowy jest.

Trzymajmy się mocno, w tych nowych dziwnych dla nas czasach.

Zwykły wpis

Do przodu :)

Dzisiaj wzięłam urlop w pracy, jutro mam wolną sobotę wiec mam taki dłuższy weekend. Godziny pracy zmniejszyli mi z 8 do 5… efekty będą na koniec miesiąca. Ale z racji wolnego, trzeba zrobić trochę rzeczy w domu i koło domu. Wiec stosuje się do popularnego ostatnio hasztaga #zostanwdomu.

A co w kraju? Chyba już z 350 osób jest pozytywnych. Przestałam to śledzić, bo można zwariować. Sklepy u mnie na miejscowości również mają skrócony czas pracy, a dodatkowo również wprowadzono limit Max 10 osób na sklepie. Półki już nie świecą takimi pustkami. I makaronik i mydełko. Nawet papier jest 🙂

Jedne co mnie martwi to faktycznie sezon karawaningowy, który miał się zacząć i wyszedł z tego falstart. Forum na którym się udzielam, zrobiło jeden zlot, (zaplanowany) z okazji dnia kobiet dwa tyg temu. Dziś miał się zacząć kolejny z okazji pierwszego dnia wiosny, ale już zaraz po dniu kobiet został odwołany. Co będzie z nami i naszymi wycieczkami? Niewiem. Czas pokaże. Ale forum prężnie dziala, bo skoro #zostanwdomu, to każdy działa co może przy przyczepie.

Trzymajmy się w tym dziwnym czasie dla nas, a ja tymczasem wracam spowrotem do zaplanowanych na dziś zajęć 🙂 pozdrawiam Was 🙂

Moja kotka Kalisi również pozdrawia i życzy miłego leniuchowania 😉
Zwykły wpis

Koronka wokół kraju

Skonczylo się przemówienie premiera. Loty wstrzymane, obcokrajowcow nie wpuszczamy. A kto wraca to siup na kwarantannę. Mamy stan epidemiczny w Polsce.

Ja biorę to na chłodno, ale moja M. Dość to przeżywa. Raz, że u mnie w pracy już prawie sezon i będzie się przewijać dużo ludzi. Spokojnie z 80-100 dziennie różnych osób (również obcokrajowcow), z którymi dzieli mnie lada szerokości 30 cm.

Dwa, że ma problem aby mi kupić środki dezynfekujące, bo podobno kazda dostawa w hurtowni jest blokowana przez rząd dla szpitali.

. Trzy, że jej brat pracuje jako kierowca w Niemczech. Ma teraz zjeżdżać do Polski, a ma dwójkę dzieciaków. Wiec gdzie tu tą kwarantannę odbyć. Może się okazać, że zostanie tam na czas jak się uspokoi. Albo może mu zbudujemy szopkę na działce i tam będzie mieszkać…

Cztery, jej Tata jest w szpitalu (fakt na oddziale rehabilitacyjnym), ale zakaz odwiedzin. Dzownil, że czyste ubrania mu się kończą, w szpitalu pralki brak. Podobnie z jedzeniem. Bo sklepik w szpitalu zamknęli dawno temu.

I tak to wszystko wyglada. Ale dziś w Czestochowie galerie handlowe świeciły pustkami, wiec ludziska wzięli sobie do serca nakaz aby bezmyślnie po mieście nie chodzić.

Na koniec dnia przeżyłam dzisiaj szok, taki że aż się śmiałam z obsługa stacji benzynowej. Po pracy jak co drugi/trzeci dzień podjeżdżam po moje Heetsy do palenia. M. Tez poprosiła o zakup, ale normalnych fajek. I tu zdziwienie moje ogromne…. prawie puste półki. No tego to jeszcze nie grali…. że wczoraj to ludzie po dwa wagony brali (20 paczek) , podobno, że ma braknąć. Wiecie co…. No że papier toaletowy, że makaron, mąka, konserwy… Ale że fajki?!

Także tak kończymy dziś dzień 🙂 wracam do kompa i szukam Wam zdjęć z wypadu sprzed dwóch lat. Post sam się nie zrobi 🙂 pozdrawiam 🙂

Ps. Idąc za różnymi radami z internetu, poniżej zestaw podobno przeciwwirusowy jaki udało mi się skompletować 😉

Zwykły wpis

Panika… nie.

Właśnie w rekordowo szybkim tempie otrzymuje wiadomości od moich znajomych, że wszystko odwołane. Samorządy co chwila otrzymują kolejne pisma na temat tego, że wszelkie imprezy oraz wszelkie spotkania i szkolenia odwołane. Zajęcia w GOK, MOK i temu podobnych instytucjach kulturalnych odwołane do 14 kwietnia.

Czy ja panikuje? Nie i narazie nie zamierzam. Jedyne co to mnie denerwuje że normalnie zakupów nie mogę zrobić. Chciałam zrobić na obiad makaron penne ze szpinakiem… No coz … makaron penne niedostępny. No to mowie zrobię pomidorową z ryżem. Takim wiecie nie sypkim. No i co?! Brak kurde ryżu białego!!! Po remoncie po proatu mam puste półki, bo nie było gdzie trzymać żywności…

W szpitalach miejskich u mnie wprowadzono zakaz odwiedzin. Nawet na takim oddziale jak rehabilitacja… No ludzie… bez przesady.

Także jak wspomniałam… jestem wkurzona na maxa tą całą farsą jaka się odbywa.

Zwykły wpis

Z pamiętniczka…

Już niemogę się doczekać kiedy ten cholerny remont się skończy… mieszkanie od kilku miesięcy w pernamentnym bałaganie doprowadza mnie powoli do szału. I najgorszy jest ten brak czasu…brak czasu na tematy inne niż spanie i praca.

Dlatego tez mam kilka notatek w głowie… ale taki naprawdę wolny czas mam jak jadę autem do i z pracy, więc pisanie odpada. I nawet ta krótka notka powstaje 3 dni !

Co do obecnej paniki w sprawie koronawirusa – Jak był ku temu czas, aby zamykać granice tam gdzie wirus powstał, to nikt tego nie robił. A teraz płacz i lament. Jedyne co mnie bardzo dziwi, to aż tak duży wybuch we Włoszech…. czemu akurat tam. Każdemu przydałaby się partyjka w grę Plague Inc. ( notabene to moja ulubiona gra na urządzenia przenośne).

Pozdrawiam Was i nie dajmy się zwariować 🙂

😉
Zwykły wpis

Jeździmy po Polsce – Bieszczady 1

Jako, że blog I’m Made in Poland, to jest i będzie o Polsce. Dziś pierwszy z serii wpisów „Jeździmy po Polsce”. Będę w nich opisywać miejsca, które już zwiedziliśmy, jak również miejsca które planujemy odwiedzić.

Na pierwszy ogień idą Bieszczady, a konkretnie Jezioro Solińskie i okoliczne miejscowości. Zdecydowanie naszą najulubieńszą jest Polańczyk. Mamy tutaj sprawdzone miejsca na spacery, knajpeczki, pole kempingowe. I tak szczerze..to co 2/3 lata tam wracamy 🙂 Ogólnie atmosfera i cała przyroda w Bieszczadach jest świetna.

Jezioro Solińskie – to zbiornik utworzony sztucznie. Już przed wojną były plany, aby on powstał, ale właśnie wojna to uniemożliwiła. DOpiero w 1960 r. ponownie rozpoczęto prace, a zakończono je w 1968 r. Wtedy zakończono budowę największej tamy w Polsce i uruchomiono elektrownię. Ważną rzeczą z jakiej musimy sobie zdać sprawę, to fakt, iż zbiornik by nie powstał, gdyby nie zalanie kilku wsi w dolinie Sanu – Teleśnica Sanna, Horodek, część Wołkowyji, Sokole, Chrwet, Jawor i Solina. Postęp też wymaga ofiar… ludzie stamtąd musieli zostawić dobytek z dziada pradziada i zostali przeniesieni do innych okolicznych wsi. część z nich została, część wyjechała w ogóle z Bieszczad i nigdy już niewróciła. Także za każdym razem będąc tam i patrząc w tafle wody, wyobrażam sobie jak też te wsie i przysiółki mogły wyglądać. Oczywiście nurkowanie nic nieda, bo z powodu wysokich błotnistych i kamienistych brzegów dno jest przysypane. Dwa budynki były wyburzane. Trzy.. najczęściej domy były drewniane, więc po tylu latach w wodzie, pewno wszystko co pozostało zniósł nurt i rozpuścił.

Po lewo tama, na środku widok na przystań w Solinie

Sama tama jest ciekawym obiektem inżynieryjnym, bo właśnie jest największym tego typu obiektem w Polsce. Jest tamą tzw. mokrą czyli woda przez nią przesiąka, ale co się okazuje jest tak dobrze wykonana, że to przesiąkanie ma jedne z najniższych w Europie. Czy na świecie też ? Pewnie tak 🙂 Po koronie tamy jest zrobiony deptak z którego mamy panoramę na prawie całą powierzchnię jeziora. Oczywiście przy deptaku z jednej jak i z drugiej strony mamy wszechobecne budki z suwenirkami, badziewiem i knajpeczki z wszelakim jedzeniem, od kwaśnicy na kebabie kończąc. Nawet jest mini wesołe miasteczko. Przy tamie mamy 3 przystanie z których ruszają stateczki wycieczkowe po jeziorze. Po tylu latach, w zeszłe wakacje pojechałyśmy na taką wycieczkę. I przyznam się, że było sympatycznie. Można zwiedzić jezioro od trochę innej strony, obejrzeć naprawdę ciekawą linię brzegową, a przy okazji rejsu, możecie wysłuchać historii o powstaniu Jeziora i ogólnie o historii tej części Bieszczad.

Ja i widok z tamy
Żaglówki 🙂

nie wspomniałam tego, ale tama znajduje się w miejscowości Solina. Tak tak, napisałam, wcześniej, że została zalana, ale jednak ta część która pozostała nie zalana również nazywa się Solina.

Zdj. mapy.google.pl

Rzut oka na Jezioro Solińskie z góry

Na dziś tyle, ale to nie koniec jeśli chodzi o Bieszczady 🙂

Pozdrawiam cieplutko w ten zimowy, a jednak wiosenny poranek 🙂

Zwykły wpis