Chwilka relaksu

Zaczęło właśnie padać. Ale dziś był taki skwar, że aż się prosiło o deszcz i burze. Nawet grzmieć zaczyna. Lubię burze 🙂 nawet bardzo lubię tą walkę żywiołów, choć wiem ze to zjawisko niebezpieczne. Siedzę na tarasie, pale papierosa i delektuje się przyjemnym wieczorem. W pracy… dużo pracy. Po prostu.

Ale chyba już przestaje padać. Dobre i tyle deszczu. Kwiatki i roślinki się podlały. Nie trzeba biegać ze szlauchem i wiaderkami.

Patrze na mapę burz i widzę ze nad nami nic nie będzie. Burza przechodzi bardzo bokiem. Nas chyba lekko zaxhaczyla chmura deszczowa.

Także oby do piątku a w sobotę mam wolne ! Hura! Będzie czas na odpoczynek. Poza oczywiście praca na parkingu

Udanej środy Wam życzę. 🙂

Zwykły wpis

Już wtorek

Wczoraj był ciężki dzień w pracy. Zaczęłam już przed 8, wyszłam po 17. Cały czas w biegu. Bo i tyle ludzi było. A to uszkodzona opona, a to felgi, a to ktoś zgubił śruby (tak, jeszcze realizujemy przekładki zima->lato), tu znów komuś dekielek zaginął do felgi i szukaj wiatru w polu. Innemu się te co mial kilka lat nie podobają. Wieczora miałam więcej niż dość.

Druga kwestia to … Chorwacja. Jedzie tam taka masakryczna ilość ludzi. Wszyscy moi wczorajsi pechowcy jechali do CHorwacji. Na grupach karawaningowych na facebooku, co drugi post to główny temat Chorwacja. Aż czekać, gdy zamkną ten kraj. Broń, źle ludziom nie życzę, ale taki spęd aż sam się prosi. Może ten kraj ładny, ale jak widzę ceny, to mnie z butów wyrywa. Tak na świeżo z dziś…gostek na grupie za trochę pieczywa – precelek, bagietka, dwa croissanty – zapłacił w przeliczeniu 33.50 zł ! ja tiebia… 😦 kosmos. Ktoś może napisać, że po co patrzę tak daleko, jak nad morzem drożyna. No powiem Wam, że mogę z tym polemizować. Byłam dwa lata temu we Władysławowie (o tym, też będzie kilka postów 🙂 ) i jeśli mam być szczera, to nie odczułam aby było cholernie drogo. Dla mnie ceny jak w każdej miejscowości zdrojowej żyjącej z turystyki. Nawet kwatery jak orientowałam się w zeszłym roku nie są wcale tanie.

DObry cenowo to jest Balaton i Węgry 😛 (tak, o tym też będą kiedyś notki). W ogóle Węgry to kraj który bardzo lubię. Szkoda, tylko że rządzi nim Orban. Taki ichnieszy Kaczor….

Dziś jest spokojnie. Bo i tą notkę udało się jakoś sklecić. I może zaraz zrobię sobie kawusi z mlekiem.

Miłego dnia dla Was !

Zwykły wpis

Godzina szósta, minut trzydzieści….

Znudziło mi się chodzenie do pracy na godzinę 8. Zdecydowanie zrobiła się to nie moja pora. Bo żeby tak na spokojnie się ogarnąć przed pracą to właśnie o tej 6:30 muszę najpóźniej wstac. Także ustawiam budzik na 6:15 żeby mieć chwile jeszcze dla siebie w lozku. Co z tego skoro ostatnimi czasy zamiast wstać, to kilkałam drzemkę na telefonie. I później „takie kwiatki” jak wstawanie o 7:00, szybko szybko, śniadanie w kieszeń, bo niema czasu zjeść i pędem do pracy. A że dojeżdżam autem, bo mam jakieś… 23 km… to trzeba się spieszyć. Kosmos jakiś.

Dlatego właśnie ostatnio bardzo sobie cenię, te dni w których pracuje na 10:00 (właśnie w ostatnia środę zmienili mi godziny po staremu). Jedynie M. To niebardzo pasuje, bo jak wyjdę z pracy o 18:00 to jestem znosnie o 18:30 w domu. Gorzej gdy mnie jakiś klient przytrzyma, to wtedy czas się wydłuża bo muszę stać na przejedzie kolejowym. I tu w zależności od dróżnika, stoisz albo 5/10 minut, albo 20/25… wiec sami możecie policzyć.

Teraz jest 6:37…. nadal mi ciężko się zebrać w sobie. Sukces bo siedzę w kuchni, a nie leżę w lozku.

Pozdrawiam Was i życzę przyjemnego poniedziałku.

P.s. Czy u Was tez jest taka plaga komarów? Właśnie, we własnej kuchnii w świetle dnia, krwiopijca postanowił mnie napaść.

Zwykły wpis

Znów Bieszczady :)

Dziś krótki wpis i zdjęcia z naszego zeszłorocznego wypadu do Polańczyka w bieszczadach. bo to miejsce gdzie lubimy wracać. Ja osobiście byłam już…. 5 razy. Ale tam jest tak magicznie i tak dobrze się czuje, że nigdy mi się nie znudzi. Zeszły rok był właśnie tym pierwszym wyjazdem z przyczepą. Pierwsza tak długa trasa z ogonkiem jak zdrobniale mówimy na jazdę z przyczepą.

Było świetnie. Odpoczynek i odcinka od codzienności. Uwierzcie, że bardzo ciężko było wyjechać….

Takze jeśli nigdy nie byliście w Polańczyku, polecam! Z całego serducha!

Moje początki z kamerką a’la Go Pro 😉
Zza drzew
Nasz zestawik w pełnej krasie
Zwykły wpis

Czerwcowe wspominki

Korona odpuścił to i w pracy ruch jak nigdy o tej porze roku. Bo dziś 9 lipca (Ps. tak, zaczęłam tą notkę pisać tego dnia…), a nadal wymieniamy opony z zimowych na letnie. W lipcu to ja już na spokojnie piłam kawkę w pracy i zajmowałam się tym na co w sezonie niema czasu – np. sprzątanie biura czy układanie na półkach i w szafkach.

Druga tura wyborów już po… – i Twój ból jest lepszy niż mój. Dalej komentować nie będę.

A jeśli chodzi o Made in Poland to dziś o krótkim wyjeździe z weekendu czerwcowego 🙂 Jakiś czas temu siostra z prawie szwagrem zaproponowali wspólny weekend na rybach. Lubię naturę i kiedyś dość poważnie wędkowałam, lecz później czas zweryfikował to i owo . Także zaklepałam w pracy dzień urlopu, sobota akurat wypadła jako moja wolna, zapakowałam mandżur do przyczepki i heja przed siebie.

Stawy w Jaworzniku koło Żarek są bardzo urokliwe. Cisza, spokój. Jedyne co to trzeba się psikać Offem Brosem i kadzić przeciw komarom, choć i tak bylo ich niewiele jak na tą porę roku. Dojazd tylko jest średni… przez jakiś czas mamy drogę przez las która podczas i po deszczu przypomina bajoro pełne błota. Generalnie ta miejscówka jest 30 km od naszego domu ( siostra mieszka w tej samej gminie, ale jakieś 6-8 km dalej w innej miejscowości), więc na upartego można często jeździć tam 🙂

Ten wyjazd też pokazał, że kwestia instalacji fotowoltanicznej (popularnych solarów) to nie jakaś abstrakcja, a jednak rzecz którą musimy mieć. Pomimo tego, że takie wyjazdy nie są u nas tak częste. Ale jednak. Oczywiście Niewiadówka sprawdziła się bardzo dobrze ! Nocą cieplutko suchutko. Jak człowiek się szybko przyzwyczaja do dobrego 😛 kiedyś tak samo mówiłam że jest w namiocie. A przecież do namiotu wchodzi jednak wilgoć od wody.

Pierwszy wyjazd w tym roku 4 dni nad wodą uważam za udane 🙂

Niewiadóweczka Nasza w pełnej krasie 🙂
Zwykły wpis

Karawaning – remontowo 3

Wiecie jak przebiegał remont z zewnątrz przyczepy, to czas na wnętrze. Oryginalne zostało wybebeszone bo i stare i brzydkie. Na to miejsce powstanowilam zabudować całość od nowa po swojemu. Czytaj tak jak mi się coś tam uwidziało. Zgodnie z oryginałem nie jest, ale to nie Maluch żebym cepke na żółte blachy trzymała 😛

Oryginalny układ to trzy miejsca do spania – . Jedno duże, (w ciągu dnia tworzy nam stolik i dwie ławy po prawo i lewo) trzecie jakby mniejsze pod ścianą, do tego nazywajmy to aneks kuchenny z kuchenka, zlewem i lodówką. I przy samych drzwiach szafa. Oczywiście pod łóżkami mam schowki na pościel, torby, szpargały. U nas zrobiłam inne modyfikacje. Powstało jedno duże łóżko na stałe. Ale można oczywiście na nim siedzieć. Do tego w miejsce łóżka trzeciego pseudo niska szafeczka – do późniejszej rozbudowy – miejsce pod oknem gdzie był aneks kuchenny pozostało wolne. W miejscu szafy mamy szafę, szafki Polki otwarte. Całość pomimo różnych głosów w większość na NIE wykonałam z płyty OSB. Dla mnie ma urok. Czy to się komuś podoba czy nie. Oczywiście wykonałam nowa instalacje elektryczna. Do tego nowy materac z gąbki, którą ciełam nożem na wymiar mi potrzebny 😛 nowy pokrowiec na materac jak również nowe firaneczki i zasłonki. Podłoga otrzymała nowego Gumowego Leona czyli gumolit w kolorze drewna, na to wycieraczka na wejściu i chodniczek łazienkowy pod nóżki przy lozku 😉

Całość wystroju projektowałam w głowie sama. I z głowy tez robiłam. Brakowało mi czasu żeby robić zacne rysunki techniczne. W międzyczasie pękło nam tylnie okno…. tutaj z pomocą przyszło forum. Okazało się ze jest używane ładne i do odbioru w Gliwicach. Niewiele myśląc urwałam się z pracy i pognałam na zakupy na Śląsk 😉

Finalnie przyczepę skończyłam dzień przed wyjazdem. W ostatnim dniu jeszcze przywiozłam ją do pracy żeby mi chłopaki koła wrzucili moje z Malucha i mamy komplet! Możemy ruszać! także…. chyba dobrze wyszło! 🙂

Nasza Kawalerka 😉

Ps. Te cudne poduszeczki moja M. wynalazła w Ikea 😉

Pozdrawiam Was cieplutko 😀

Zwykły wpis

Karawaning – remontowo 2

Gwoli streszczenia – lipiec 2019, urlop tuż tuż, a przyczepa w proszku (poza tą tapicerką na ścianach :P)

I właśnie te ramy okienne… tu zrobiło mi się bardzo slabo. Na Jeden dzień odpuściłam roboty remontowe, musiałam trochę odetchnąć i na świeżo podejść do tematu. Przemyśleć czy aby napewno zadanie jestem w stanie wykonać, bo może się to takie proste wszystko wydaje….ale faktycznie nie jest. Wiadomo, kupując cepke liczyłam się z tym, że jakiś remont będzie. Ale że aż taki? Kolejny dzień zaczęłam trochę inaczej. Po pierwsze – złe myśli zostały oddzielone grubą kreska i wyrzucone w czeluscie zapomnienia. Ponownie zabrał się do przeglądania forum o kempingach wzdłuż i wszerz, aby poukładać sobie w głowie na nowo zakres prac. Wtedy remont wrócił na właściwe tory 🙂

Po wykonaniu nieszczęsnych ram okiennych – z perspektywy czasu stwierdzam, że muszę je poprawić – stwierdziłam, że najgorsze mam za sobą.

Gotowa rama, można kleić ekran 😉

Ekran przyklejony. Także operacje powtarzam w drugim oknie . Mamy okna zrobione 😀 zanim oczywiście ekrany były zamontowane, to jeszcze zostały wyczyszczone z resztek kleju z tapicerki ścian – taka pamiątka po poprzednim właścicielu. Oj… ile tu acetonu poszło to hoho. Ale efekt jest. Piękny czysty.

Teraz czas przyszedł na zewnątrz przyczepy. Tu w ruch poszedł papier ścierny. Z tego miejsca polecam bardzo gorąco wszelakich firm urządzenia wielofunkcyjne. Są różne marki, tanie, drogie. Ja mam Boscha na akumulatory. Tnie drewno metal płytki. SZlifuje równa i takie tam. W zupełności spełnia moje potrzeby. Wracając do zewnętrznej warstwy. Tutaj z racji braku czasu, połatałam ubytki pajączki . I przemalowałam to i owo. Powinnam to trochę inaczej zrobić, ale wyedy gdy czas naglil, musiałam wybrać co robimy już, a co zrobi się później. I tak wyszło względnie dobrze. Z rzeczy zewnętrzych zrobiłam nowe trzymanie do kółka manewrowego – nie było go wiec i to jest nowe. A także zrobiłam nowe gniazdo do podłączenia prądu do przyczepy. Tutaj pomogły mi moje wycieczki do Leroy Merlin i łażenie między półkami. Dzięki temu znalazłam pare potrzebnych mi rzeczy.

Tu pierwsza warstwa 🙂

A jeszcze zostało nam wnętrze 🙂 cdn 🙂

Zwykły wpis

Karawaning – remontowo 1

Pewnie już kiedyś wspomniałam – wyjazdy wakacyjne dla mnie to zawsze był kemping i namiot. Od małego rodzice nauczyli mnie tej formy wypoczynku, a ja ją bardzo polubiłam. Lecz już jakiś czas kiełkowała myśl… a może przyczepa? W końcu czasy „kawalerki” się skończyły, wiec i pora wejścia na wyższy poziom. I tak oto małymi kroczkami stałyśmy się z M. posiadaczkami przyczepy kempingowej. I jakżeśmy ją kupiły to pasuje zrobić remont!

Jak pewnie zauwazyliscie słowa remont używam często… aż cholera za często 😛

Po przyprowadzeniu przyczepy na podwórko – wtedy jeszcze mieszkałyśmy w mieście – przyszedł czas na pierwsze ochy i achy. Może ma jakieś mankamenty, ale jest Nasza ! Lato urlop za pasem wiec, trzeba ruszyć z robotą z kopyta. Po jakoś dwóch tygodniach postanowiłam zabrać się za wnętrze. Powiem Wam, że na początku była myśl odświeżyć cepkę (słowo cepka, skrót myślowy od przyczepa) i ruszyć w trasę. Ale… jakoś tak zaczęłam powoli rozbierać to i owo i postanowiłam, że zrobię po swojemu. Początkowa werwa w działaniu demolowania wnętrza była ogromna, ale z kazda zdjęta deseczką okazywało się, że chyba nie do końca tak sucho w tej przyczepie. O czym zapewniał sprzedający. Po tygodniu stwierdziłam, że ona nie nadaje się w takim stanie do odświeżenia i jazdy. I tutaj narodził się problem. Bo przecież już prawie lipiec. Urlop zaraz w sierpniu. Kurde! Nie po to kupiłam przyczepę aby nia na urlop nie pojechać!!!

Z mieszkania na wieś miałam 30 km. Trochę daleko jak na codzienne dojazdy, a czas Naglil. Z pomocą przyszła nasza przyjaciółka. Mieszka w mieście, ale we własnym domu z podworkiem. Kiedy się dowiedziała , że taka a nie inna sprawA, bez problemu oddał kawałek podwórka 🙂 i tu remont ruszył z kopytka. Po wybebeszeniu wnętrza przyszedł czas na lokalizacje wycieków, a raczej przecieków wody do wnętrza naszego M-1. Uwierzcie ze drapanie starego 30 letniego kleju, resztek gąbki to jest masakrycznie uciążliwa robota. Podłoga wyczyszczona, można się brać Za okna.

Haha… i tu się zaczął kabaret. Ram okiennych nie było. Zgniły. Po zdjeciu przykrycia drewno rozsypało się w pył… wiec mając mniej niż miesiac do urlopu zostałam z przyczepą kempingowa ogołoconą do zera. Bez mebli, bez instalacji bez niczego. Skorupa na ramie… a No. Tapicerka została na ścianach.

Ciąg dalszy w kolejnym odcinku 🙂 pozdrawiam Was !

Zwykły wpis

Dalej do przodu i płot Made in Poland !

Zycie płynie naprzód. Niewiem co sądzić o koronawirusie. Niedalam się zwariować przez ten cały czas… ale codzienność się „popierdoliła” Ot. Załatwienie czasami prozaicznej sprawy jest albo nie osiągalne albo jej załatwienie graniczy z cudem. I wiecie o jakie sprawy chodzi – proste. Takie jak rejestracja pojazdu czy co jeszCze prostsze wizyta u lekarza.

Pojazdu nie zarejestruje bo starostwo pracuje wirtualnie. Dosłownie. Wirtualnie.

Lekarze nic lepszego. Moja przychodnia tutaj na wiosce to w ogóle – przychodnia otwarta od godziny 8. Dzwonisz o 8, a baba stwierdza ze dopiero uruchamia komputer i zadzwonić za 15/20 minut. Nosz ku… to co one maja komputer sprzed 30 lat?! Dzwonisz za 15 minut. Nikt nie odbiera i tak kilka godzin. Że tak powiem dodzwonienie się to jak wygrana w totka! Tak więc mama M. Po tygodniu nie skutecznych telefonów, pojechała do przychodni. Tata M. Zrobił drakońską awanturę, bo nie chcieli jej przyjąć. Prozaicznie – przyszła bo od tygodnia miała potężny bol pod kolanem. I co się okazało? Zapalenie żył. Natychmiastowo leki, zastrzyki przeciwzakrzepowe i za tydzień do kontroli. Takich czasów przyszło nam dożyć.

Choruje na niedoczynnosc tarczycy. Mój specjalista wznowił wizyty. Dostałam telefon ze wizyta będzie ale potrzeba oczywiście badań. Pakiet standard. Ale coz…. do lekarza się nie dostanę wiec zrobiłam prywatnie. Stówka nie moja, a przecież powinnam mieć to na NFZ jak buda dla psa. Teraz specjalista poradził morfologię i próby wątrobowe. I kolejne piniazki bo przez Korona lekarz Ci badań nie zleci. Paranoja.

I tak możemy mnożyć przykład. Różnorakie. Niech sobie ten wirus będzie (wierze że był już dawno, ale go nikt nie diagnozował) , ale zacznijmy żyć. Bo zaraz ten kraj runie jak domek z kart, a my razem z nim.

Koniec zrzędzenia….. ale wiecie….ostatnio tak jakoś jest. Nawet praca M. Jako ze instytucje kultury nie dzialaja, to tutaj na wsi trzeba było coś innego ogarnąć. Jej instytucja kultury ma również parkingi. Wiec… teraz M. pracuje każdy weekend. I tak się nam spłynniły plany weekendowe. No nic… musimy coś ogarnąć.

Jedne co cieszy, to że własne cztery kąty skończone, a i na podwórku zaczyna wyglądać. Może jeszcze z półtorej tygodnia i będzie gotowe !

Płot Made in Poland! Jeszcze tylko pomalować i będzie cacy

Kolejny selfik wkrótce! Bajo!

Zwykły wpis